|
Sezon na owoce
Znajomi wyjechali za granicę i poprosili mnie, abym z Sopotu przywiózł samochodem ich rodziców. Dziadki miały wrócić pociągiem, ale z powodu upałów, jakie ogarnęły Polskę, pomysł ten mógłby okazać się dla nich zabójczy.
Podróż autem, w upalny weekend, też nie należała do łatwych. Z Brzegu wyjechałem tuż po śniadanku. Na trasie było, o dziwo, spokojnie. Słońce grzało niemiłosiernie i jazda odbywała się w zwolnionym tempie. Już za Kępnem przywitały mnie pierwsze, leśne zjawy. Nie, to nie była fatamorgana. Chodzi o panie stojące przy drodze. Kobiety były skąpo ubrane, jak na takie upały przystało. Obok nich zatrzymywały się tiry i nierzadko merce oraz beemki. Powie ktoś, że to fe lub brrr! A przecież damy te dbają o higienę, jak trzeba. Mają ze sobą paczkę chusteczek higienicznych i całą butelkę wody do mycia. Następnego dnia do plastikowej flaszki nabiorą świeżej. Gołym okiem widać, że młode Rumunki, Bułgarki i Ukrainki powoli wypadają z interesu. Obecnie, ten leśny „biznes”, prawie w całości, opanowały już polskie dziewczyny. W większości krajów, takie widoki należą do zupełnej rzadkości. Ale nasi Panowie, to ogiery. Spragnieni jagódek lub poziomek, częstokroć, oprócz leśnych owoców, przywiozą z podróży dodatkowo... jakiegoś grzyba.
Brud i ubóstwo
Morze ujrzałem jeszcze za dnia. Natychmiast pobiegłem zobaczyć sławne sopockie molo i zatłoczone nabrzeże. Ku mojemu zdziwieniu, na zaśmieconej petami plaży, tłumów nie było. Pojedyncze osoby chlapały się w wodzie, inne spacerowały, a niektóre nadal piekły się na słońcu. Tuż przy brzegu było znacznie chłodniej, bo delikatny wiaterek studził powietrze. Szybko pojąłem, że oprócz białego molo, jedyną atrakcją tego kurortu są sami turyści. Skromnie odziani, ale nadziani. W pobliżu rybackich kutrów w piachu babrają się dzieci. Po wodzie pędzą kolorowe skutery, a daleko na horyzoncie widać wielkie statki. Nie udało mi się zauważyć kajaka, żaglówki, ani zwyczajnej łódki. Korzystając z okazji postanowiłem zjeść rybkę. W jednym z kilkunastu przyplażowych kiosków zamówiłem dorsza. Danie podano dość szybko. Tuż po uregulowaniu rachunku się okazało, że właśnie zabrakło jednorazowych widelczyków. Trudno, pomyślałem. Najważniejsze, że jest tak pięknie. Obok, przy tłustym, zabrudzonym stole, swoją porcję gumowej rybki kończyła rzuć młoda para. Trzymali fileta w ręku, bo też nie dostali sztućców. Rozglądnąłem się dyskretnie. Pomiędzy stosami zużytych papierowych tacek mój wzrok nie znalazł, choćby jednego noża, czy widelca. Zabrałem się za konsumpcję i małą łyżeczką do herbaty nakładałem sobie do buzi surówkę, z grubo krojonej czerwonej kapusty. Posilony i naładowany jodową energią oraz wzmocnioną małym piwkiem, ruszyłem w stronę molo.
Lepiej w góry
Wejścia, na najbardziej znany w Polsce nadmorski deptak, strzegą cztery budki. W każdej z nich siedzi okropny, tłusty babsztyl. W pobliżu nie ma żadnej informacji na temat opłat. Obcokrajowcy są w szoku i onieśmieleni czekają na pomoc. Widzą, że niektórzy turyści coś pokazują, inni coś wręczają paniom, a niektórzy przechodzą, ot tak. Na zapytanie, jak można wejść, pada niemiła odpowiedź, że ”bilety w kasie!”. Gdzie jest kasa - lepiej nie pytać. W Sopocie marna jest baza gastronomiczna. Poziom usług i kultura obsługi klienta są niskie, zaś ceny kosmiczne. Za wyjątkiem kilku, wysokiej klasy hoteli i pensjonatów, cała reszta, to stara, gierkowska prowizorka. Jednak na parkingach, wsród bogatych bryk, dominują vany. Zwykłym samochodem wstyd tu jest przyjeżdżać. Do najciekawszych zajęć rodaków należy podglądanie. Na spacerach i na plaży Panowie kukają Paniom za dekolt i, z nieukrywaną radością, gapią się na błyszczące od olejków biusty oraz biuściki. Natomiast Panie, na krótko rzucają okiem na twarze Panów, a zaraz potem na ich tyłeczki. W Sopocie nadal jeszcze można spotkać rodaków płci męskiej, spacerujących latem w sandałach i zimowych podkolanówkach. Normalnym widokiem są też wiekowe damy, spalone na raka przez słońce. Zjawisko to nie jest zdrowe, ani piękne. Żal było opuszczać morze. Jednak lepszą atmosferę do wypoczynku można znaleźć w tysiącach innych, mniej rozreklamowanych polskich miejscowościach. Zapraszam w góry!
 |