|
W piątek 26 lutego br do Grodkowa na zaproszenie Pani Ani Buczyńskiej, przyjechał znany prezenter telewizyjny i dziennikarz Zygmunt Chajzer.
Kiedy rozmawiałem z mieszkańcami o przyjeździe Pana Zygmunta do Grodkowa, wiele z nich zadawało mi pytanie, po co on przyjedzie - będzie proszki reklamował? Odpowiedziałem im, że nie, bowiem Zygmunt przyjedzie spotkać się z grodkowskimi dziećmi, którym pomaga od lat. Wielu czytelników się zdziwiło, że ktoś znany pomaga dzieciom biednym, dzieciom z problemami z Grodkowa. A jednak tak jest. O pomocy grodkowskim dzieciom zadecydował przypadek, kiedy to na jednym z koncertów Zygmunt Chajzer pomógł w powrocie do domu Pani Ani wraz z Kasią, wychowanką strzegowskiego Domu Dziecka, którzy wracali z kabaretem „Otto". Na przyjazd dziennikarza dzieci przygotowały część artystyczną w której m.in: śpiewali, tańczyli oraz czytali wiersze. Wszystko po to, aby podziękować Zygmuntowi za okazaną im wielokrotną pomoc. W spotkaniu uczestniczyło ponad 60 dzieci, którym Pan Chajzer pomaga, są to głównie dziewczęta z krucjaty maryjnej z grodkowskiej parafii św. Michała Archanioła, ale były także dzieci z strzegowskiego Domu Dziecka i z grodkowskiego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego. Spotkanie z dziećmi odbyło się w nowym internacie przy Zespole Szkół Rolniczych. Każde dziecko otrzymało od gościa czekoladę oraz zdjęcie z dedykacją i autografem. Na koniec spotkania, były robione pamiątkowe zdjęcia dzieciom z Zygmuntem Chajzerem, a panie kucharki przygotowały poczęstunek dla naszego gościa.
Zygmunt Chajzer urodził się 1 maja 1954 roku w Poznaniu. Studiował na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, gdzie ukończył wydział dziennikarstwa i nauk politycznych. Znany jest głównie z audycji Sygnały dnia, Cztery pory roku i Lato z Radiem, które prowadził z Romanem Czejarkiem w Programie I Polskiego Radia. Jest popularnym w Polsce prezenterem telewizyjnym. Prowadził wiele teleturniejów i programów rozrywkowych m.in: Idź na całość, Grasz czy nie grasz, Gwiezdny Cyrk.


WYWIAD
Damian Kapinos:
Jak Pan dotarł z pomocą do dzieci z Grodkowa? Dlaczego zdecydował się Pan pomagać grodkowskim dzieciom?
Zygmunt Chajzer:
Jak zwykle zdecydował przypadek.. Ponad 3 lata temu na jednym z letnich koncertów spotkałem Panią Anię Buczyńską, która przyjechała razem z Kasią na koncert. Okazało się, że troszkę tam jest problemów z wyjazdem z tego koncertu. Pomogłem im w powrocie do domu. A w ogóle porozmawialiśmy o tym, co Pani Ania robi, no i zaimponowała mi swoją działalnością na rzecz dzieci, dzieci opuszczonych, dzieci z problemami. Utrzymywaliśmy kontakt ze sobą, no i w którymś tam momencie wpadłem na pomysł, że może wspólnie coś razem dla dzieci zdziałamy, połączymy siły, no i udało się parę rzeczy z organizować, m.in.: wyjazdy, wycieczki. Plany na przyszłość mamy bogate, zobaczymy, co z tego wyjdzie.
W jaki sposób pomaga Pan dzieciom z Grodkowa, pomaga Pan tylko dzieciom z Grodkowa, czy też wspiera Pan inne akcje charytatywne?
Współpracuję z Panią Anią, ja poza tym działam charytatywnie dla kilku innych fundacji, ale ta działalność ma zupełnie inny charakter. Współpracuję z fundacją Urszuli Jaworskiej, która zajmuje się zwalczaniem nowotworu krwi, czyli białaczki, ale ta działalność ma zupełnie inny charakter, to jest raczej działalność propagująca wiedzę i potrzebę oddawania szpiku kostnego. Ja jestem jedną z osób, która jest w banku szpiku kostnego, i jestem gotowy oddać swój szpik, jeśli tylko zajdzie taka potrzeba. Natomiast tutaj jest to bezpośrednia pomoc i myślę, że głównie chodzi o to, żeby tym dzieciakom, które mają czasami wielkie problemy życiowe, trochę życie umilić i pokazać im trochę inny świat. Jeżeli możemy połączyć siły, z mojej strony wsparcie materialne ze wspaniałymi pomysłami Pani Ani i całej grupy, która działa na rzecz dzieci, to udaje się nam wspólnie coś tam fajnego zrobić.
Kiedy zrodził się w Panu pomysł pomagania dzieciom?
Na rzecz dzieciaków działam od wielu lat, współpracuję z różnymi fundacjami, przez wiele lat współpracowałem z fundacją doktora Piotra Janaszka; to jest fundacja, która zajmuje się dziećmi niepełnosprawnymi fizycznie po amputacjach. Wyjeżdżaliśmy razem za granicę, m.in. do Stanów Zjednoczonych i Szwecji, gdzie byłem opiekunem, wolontariuszem i tłumaczem. Życie niesie różne niespodzianki, tak się zdarzyło, że spotkaliśmy się na wspólnej drodze z Panią Anią, stąd wziął się pomysł na pomaganie dzieciom w Grodkowie.
Często spotyka się Pan z dziećmi, o czym Pan z nimi rozmawia?
Ja przede wszystkim spotykam się ze swoim wnukiem, którego mam na co dzień, ponieważ mieszkam razem z synową i swoim wnukiem, to jest dla mnie kontakt z dziećmi. Natomiast ja nie prowadzę programów dziecięcych, ale myślę, że mam dobry kontakt z dziećmi.
Czy zachęca Pan swoich znanych kolegów z zawodu do pomagania dzieciom potrzebującym pomocy?
Nie. Myślę, że to powinno wynikać z potrzeby serca i chęci pomagania innym. Jeśli ktoś nie odczuwa takiej potrzeby, jest mu dobrze tak, jak jest, to nie zamierzam agitować, ani nakłaniać. Jeśli ktoś ma ochotę robić coś dla ludzi, to dobrze, nic na siłę.
Jak rozpoczęła się Pana kariera w mediach?
To było dawno temu, w roku ’80, wtedy po studiach dziennikarskich przebywałem za granicą. W Polsce zaczęły się dziać ciekawe rzeczy, m.in. wybuch wolności, Solidarność, to wszystko było dla mnie fascynujące, nowe. Rozpoczynałem od pisania do gazet, głównie koncentrując się na sporcie. Ja również ukończyłem Akademię Wychowania Fizycznego, więc na początku był to sport. Najpierw była to prasa, potem radio, następnie zrezygnowałem ze sportu, a zająłem się publicystyką społeczną i informacjami. Właściwie przeszedłem wszystkie szczeble pracy dziennikarskiej od informacji po reportaż. Zrobiłem właściwie wszystko.
Lubi Pan być popularnym, być „gwiazdą”?
Nie. To nie jest cel, ja przede wszystkim taki mam zawód. Na początku byłem dziennikarzem. W tej chwili myślę, że moja praca z dziennikarstwem ma dużo mniej wspólnego. Chociaż z drugiej strony wracam również do radia, więc myślę, że to dziennikarstwo radiowe będę kontynuował. Natomiast jestem prezenterem, jestem wolnym strzelcem, nie jestem na stałe związany właściwie z żadną stacją telewizyjną. Współpracuję z Polsatem i z Polskim Radiem, ale bywam też w innych telewizjach. Mówię, to nie jest kwestia kariery, wykonuję swój zawód. A jak człowiek robi to, co lubi, i jeszcze mu za to płacą, to jest największe szczęście.
Praca prezentera i dziennikarza, to było to, co chciał Pan robić w życiu po skończeniu nauki? To było Pana marzenie?
Od pewnego momentu tak. Ja nie bardzo wiedziałem, nie potrafiłem się zdecydować, co będę robił po studiach. Właściwie też przypadek zdecydował o tym, że zostałem dziennikarzem. W czasie studiów w Akademii Wychowania Fizycznego zacząłem pisać do takiego naszego pisemka uczelnianego „Miniatury”. Tam napisałem kilka reportaży, artykułów informacyjnych i spodobało mi się. Pomyślałem sobie, że warto może zostać dziennikarzem i tak się stało.
Jest Pan znanym prezenterem w Polsce. Często dziennikarze pytają Pana o życie prywatne. Ukrywa Pan przed nimi swoje życie prywatne, czy też chętnie o nim opowiada?
Niezbyt chętnie opowiadam, ale oczywiście ludzie chcą wiedzieć, jak wygląda mój dom, moja żona itd. Staram się, na ile to możliwe, chronić naszą prywatność. U nas w domu jest kompletny zakaz wizyt dziennikarzy, kamer. Moja żona absolutnie się na to nie zgadza. Bardzo rzadko wyraża ona zgodę na to, aby razem ze mną pojawić się w programach, od czasu do czasu gdzieś tam się pojawia. Myślę, że generalnie zasada powinna być taka, że oczywiście ludzie chcą dużo wiedzieć o tych, których widzą w programach w telewizji. Natomiast gdzieś tam trzeba postawić barierę i powiedzieć OK., dotąd dzielę się swoim prywatnym życiem, a cała reszta to jest moja prywatna sfera i nie chcę o tym mówić. Myślę, że udaje mi się taką granicę zachowywać.
Ile lat pracuje już Pan w mediach?
Od roku 1980, ponad trzydzieści lat.
Z zawodu jest Pan dziennikarzem. Jak Pan ocenia pracę dziennikarzy obywatelskich, czy zgodzi się Pan z taką wypowiedzią dziennikarza gazety „PRESS”, że „w Polsce media są pełniejsze informacyjnie i ciekawsze dzięki dziennikarzom obywatelskim”?
Oczywiście, że tak. Uważam, że ogromna rola przypada właściwie dziennikarstwu lokalnemu obywatelskiemu. Myślę, że to, jak funkcjonują, jak działają społeczności takie małe, w małych miejscowościach, wsiach, w ogromnej mierze nie zależy od prasy centralnej, np. Gazety Wyborczej lub Rzeczpospolitej czy Dziennika, tylko od tego, jak działają, jak pracują i na ile odważni są dziennikarze lokalnej prasy, lokalnych mediów. Coraz większą rolę zaczyna odgrywać internet i to, co się dzieje w internecie, ta działalność dziennikarska w internecie, bardzo to popieram.
Jak Pan wspomina udział w programie „Taniec z gwiazdami”, to było dla Pana nowe doświadczenie?
Na pewno tak.. Ja nigdy nie zajmowałem się tańcem. Więc dla mnie to była wielka przygoda, ciężka praca, ale równocześnie wielka satysfakcja. Na początku programu marzyłem tylko o jednym, żeby nie odpaść w pierwszym programie. Więc jak już udało się nie odpaść w pierwszym, to uznałem, że każdy kolejny udział w odcinku będzie wielkim sukcesem. Udało mi się wziąć udział w ośmiu programach, nigdy nie przypuszczałem, że tak daleko zajdę. Poza tym uczestniczyłem w programie, ponieważ mam wrażenie, że program „Taniec z gwiazdami” jest programem z dobrą klasą. Świetnie się bawiłem, a przy okazji schudłem ładnych parę kilogramów (około 9).
Ile do tej pory przeprowadził Pan teleturniejów?
Ja nigdy dokładnie nie liczyłem ich, ale myślę, że było około 10 takich programów. Pierwszy mój taki teleturniej, poniekąd kultowy, to było „Idź na całość”, program, który zakończyłem prowadzić około 11 lat temu. Ten program do tej pory jakoś tam żyje w świadomości ludzi, to zadziwiające jest, bo czasami pojawiam się gdzieś na scenie i nagle słychać z tłumu „idź na całość”. Sporo było tych teleturniejów. Dużą sympatią darzyłem teleturniej „Ananasy z naszej klasy”, to był program, gdzie gwiazdy spotykały się z szkolnymi kolegami i koleżankami z swojej klasy, bardzo fajne rzeczy. Bardzo dobry był teleturniej, który według mnie za wcześnie się skończył „Grasz czy nie grasz”. Gra o milion złotych, który był ukryty w walizce. Nikt tego miliona nie wygrał, a bardzo żałuję. Myślę, że ktoś powinien ten milion wygrać, ale może jeszcze kiedyś do tego wrócimy.
Praca dziennikarza i prezentera jest łatwą pracą?
Jeśli się lubi to, co się robi, to praca, można powiedzieć, jest łatwą. Chociaż z drugiej strony jest ona męcząca, ponieważ długo się czeka. Czeka się na: ustawienie scenografii, mejkap, zmianę ustawienia światła, bo jedna kamera nie zadziałała. Potem w ogóle się czeka, żeby to wszystko się rozpoczęło, a to trwa czasami godzinami. Żeby nagrać 40-minutowy program, to trzeba poświęcić 4-5 godzin, a okazuje się, że czasami trzeba w dzień nagrać 2 – 3 takie programy, a to momentalnie jest bardzo męczące. Natomiast jeśli chodzi o czas, to jest nic w porównaniu z pracą w reklamie. Dlatego, że po to, aby nagrać 30 – sekundową reklamę, trzeba poświęcić dwa dni i pracuje przy tym ekipa licząca 100-120 osób.
Spotyka się Pan bardzo często z krytyką widzów, czytelników?
To znaczy bardzo takim niedobrym znakiem czasów, myślę, że są plotkarskie portale internetowe. Właściwie, gdzie każdy anonimowo może napisać, co chce. Myślę, że totalne obrażanie ludzi znanych i popularnych, którzy gdzieś tam się pojawiają, stało się normą i ja się tym nie przejmuję. Wiem, że jest to w jakimś sensie normalne. Czasami się zastanawiam i dziwię, skąd w ludziach jest tyle nienawiści, tyle złości i chęci oplucia kogoś ot tak po prostu.
Jakie ma Pan plany na przyszłość, gdzie można będzie Pana zobaczyć czy usłyszeć?
W tej chwili rozpoczęła się emisja drugiej serii programu „Moment prawdy” w telewizji Polsat. Wróciłem do radia, prowadzę „Cztery pory roku”. No i przygotowuje się do „Lata z radiem”, zarówno do audycji antenowej, jak i do cyklu koncertów, tak jak kiedyś to robiliśmy. Myślę, że w ciągu tegorocznego lata pojawimy się w 20 miastach w całej Polsce z dużymi koncertami, konkursami i gwiazdami. Wstęp będzie bezpłatny, będzie świetna zabawa i mam nadzieję, że będzie piękne lato.
Dziękuje z rozmowę!


 |
ZLE Z NIM JAK JUŻ DO gRODKOWA PRZYJEŻDZA.